"To, co możesz uczynić, jest tylko maleńką kroplą w ogromie oceanu, ale jest właśnie tym, co nadaje znaczenie Twojemu życiu."
Albert Schweitzer
Świata nie naprawimy, ale możemy naprawić siebie.
2017-04-06

MMDZIECIOM to nie tylko pomoc dzieciom z Hospicjów... To też pomoc samemu sobie.. Nie wierzysz? Poświęć chwilę czasu i przeczytaj wrażenia naszej wolontariuszki z pierwszej jej akcji... Przeczytaj do końca i dołącz do nas. Bo warto!!

„ Z potrzeby serca ”
Historia o tym jak pomagając innym sama zostałam obdarowana i to największym z możliwych skarbów.
Zazwyczaj wszelkiego typu wpisy o akcjach charytatywnych budziły we mnie lekką irytację, ponieważ jest ich tak wiele i z każdej strony człowiek jest bombardowany typowymi „postami” o pomocy dla osób biednych, potrzebujących, chorych , bezdomnych, rodzinach wielodzietnych itd. Itp.
Każdy znajomy na fb udostępnia co jakiś czas jeden wpis tego typu.
Wszystkie udostępnienia widziałam, czasem coś przeczytałam z ogromnym wzruszeniem czasami wspomogłam kogoś a czasem po prostu ignorowałam, przechodząc to porządku dziennego.
Wielokrotnie myślałam że gdybym chciała wszystkim tym ludziom pomóc to nie robiłabym nic innego jak tylko siedziała na fb i śledziła wszystkie Akcje charytatywne, myśląc - przecież nie odpowiem na każdy apel – niech inni też coś zrobią.
Taki tok myślenia, tak egoistyczne podejście ,miałam aż do chwili ,kiedy to otrzymałam propozycję pomocy w rozwiezieniu paczek dla dzieci z hospicjum od Świętego Mikołaja w akcji Bożenarodzeniowej „MitsuManiaki Dzieciom „
Teraz już wiem, ze to właśnie ja i właśnie w tamtej chwili miałam się zjawić w tym miejscu do którego zostałam wysłana.
Była to dwójka dzieci z hospicjum, nieuleczalnie chorych, dwóch małych chłopców z różnych rodzin z miejscowości oddalonej ode mnie ok.120km
Na tamtą chwilę była we mnie tak silna wewnętrzna potrzeba bym to właśnie ja te paczki wręczyła, że sama nie mogłam zrozumieć co się dzieje i w tamtej chwili ilość kilometrów do przebycia nie była dla mnie w ogóle istotna, pojechałabym wszędzie.
Miałam takie wrażenie że gdybym ich nie zawiozła, świat by się zawalił – na tamtą chwilę nie wiedziałam jak to wytłumaczyć, teraz już to wiem.
Nigdy nie miałam styczności z chorymi dziećmi i bałam się tego spotkania, mojej reakcji , tego czy będę się umiała odpowiednio zachować, sama nie wiedziałam czego oczekiwać.
Zawsze myślałam że jestem zbyt słaba psychicznie by brać udział w tego typu spotkaniach, zawsze myślałam że się nie nadaję, bo będę to później przeżywać, myśleć o tym i że sobie nie poradzę, tym bardziej że sama straciłam dwoje dzieci i że te wspomnienia powrócą. Bardzo się tego bałam.
Jakże się myliłam , teraz tak bardzo mi wstyd że przez tyle lat nigdy nie wyciągnęłam pomocnej dłoni do takich rodzin.
Rodzice tych dzieci przyjęli mnie z taką serdecznością , że ciężko to opisać.
Zobaczyłam tak ogromną miłość jaką żywią do swoich dzieci.
Tak niesamowity pokój we mnie wstąpił w tym samym momencie kiedy te dzieci zobaczyłam, iż miałam ochotę Je przytulić bardzo mocno do siebie, tak jakby miłość mieszkała w tych dzieciach i jakbym ją chciała po prostu od nich przejąć.
Jeden z chłopców miał 4 latka, śliczny jasnowłosy chłopiec o błękitnych bardzo smutnych oczach, ale przywitał mnie takim spokojnym dziecięcym uśmiechem.
Ciepło, miłość, atmosfera radości towarzyszyła tej rodzinie.
Miałam ochotę zostać tam na dłużej, ale musiałam jechać dalej, jednak to ciepło , ciepło tego domu, zabrałam ze sobą.
W drugim miejscu, kolejna rodzina i też takie samo odczucie- ogromny pokój.
Również zostałam przyjęta z radością, ciepłem i miłością.
Tu chłopiec starszy , bez kontaktu ze światem, leżący od 7 lat.
Zatrzymałam się tam na dłużej, rozmawiając z Mamą chłopca, która bardzo chętnie opowiadała o synku i o Jego braciach, którzy byli w tym czasie w szkole.
Koniec Mikołajowej posługi, czas wracać do domu.
……………………………………………………………………………………………………..
Kiedy wsiadłam do samochodu doświadczyłam czegoś czego nigdy w życiu nie przeżyłam- łzy jak grochy same płynęły mi z oczu, łzy radości, smutku, miłości, żalu, tęsknoty, bezradności, uniesienia i nie potrafię opisać nawet tych uczuć , które pojawiały się na zmianę z taką intensywnością iż ciężko to opisać co zadziało się tak naprawdę w moim sercu.
To było tak głębokie przeżycie, że pragnęłabym tego jeszcze raz doświadczyć.
Jadąc i płacząc zadawałam sobie pytanie –
Jak te mamy dają sobie radę ? wiedząc że każdy dzień może być tym ostatnim dniem spotkania mamy z synkiem.
Bardzo szybko uzyskałam odpowiedz – właśnie w takiej formie w jakie zadałam pytanie :
Dają sobie radę, dzięki miłości i poświęceniu każdej chwili, minuty, sekundy, jaka jest Im jeszcze dana.
Zrozumiałam iż powinniśmy kochać wszystkich ludzi którzy są obok nas właśnie taką miłością.
Tak jakby jutro miało już nie nadejść.
Dziękuję Bogu za to że dane mi było przeżyć to doświadczenie życiowe, że dzięki temu moja wiara ożyła.
Ze teraz widzę ludzi oczami Boga, że sama wspieram ludzi potrzebujących, że codziennie szukam okazji by wspomóc kogoś kto tego właśnie pragnie.
Nie musi to być pomoc finansowa, ale dobre słowo, wysłuchanie ludzkich problemów, przytulenie kogoś kto tego potrzebuje, pocieszenie, odwiedziny osób do których nikt nie przychodzi, choćby zwyczajna rozmowa, ale z uważnym wsłuchaniem się w potrzeby serca drugiego człowieka.
Rozejrzyj się w koło, może właśnie na Ciebie ten ktoś czeka.
Nie bądź obojętny -pomagaj.
Anna

Wstecz

MitsuManiaki Dzieciom
O projekcie  |  Inne projekty  |  Kontakt
Projekt, wykonanie i hosting WebC.pl | Logo: kordianmichalski.com